Rosja wysłała swoich żołnierzy do Kazachstanu – poinformował sekretariat Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). W skład rosyjskiego kontyngentu wchodzą jednostki powietrznodesantowe. Mają pomóc w tłumieniu protestów, wywołanych podniesieniem cen paliw.
Wczoraj prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew poprosił sojuszników z Rosji, Białorusi, Armenii, Kirgistanu i Tadżykistanu o pomoc wojskową. Według najnowszych doniesień, w Ałmaty policjanci i żołnierze zastrzelili kilkudziesięciu demonstrantów, którzy szturmowali budynki rządowe. Od rana na ulicach trwa wymiana ognia między grupkami demonstrantów i siłami porządkowymi. Według prezydenta Kazachstanu, na jego kraj napadły „uzbrojone bandy terrorystów wyszkolonych za granicą”. Na tej podstawie Kasym-Żomart Tokajew poprosił sojuszników z ODKB o pomoc wojskową. W nocy zapadła decyzja o wysłaniu do Kazachstanu misji stabilizacyjnej. Na jej czele stanęli rosyjscy komandosi. Strona rosyjska odpowiedzialna jest też za początkową fazę przygotowań logistycznych. Nocna wymiana ognia w największym mieście Kazachstanu, Ałmaty, w której zginęło kilkadziesiąt osób, nie wystraszyła demonstrantów. Jak podają tamtejsze media, na głównych placach miasta oraz wokół dwóch największych szpitali ponownie gromadzą się tłumy. Na centralnych ulicach dochodzi do wymiany ognia między policjantami i protestującymi. Wcześniej prezydent Kasym-Żomart Tokajew ogłosił powołanie specjalnego zespołu, który ma ująć wszystkie osoby odpowiedzialne za zamieszki. Od wczoraj w całym Kazachstanie obowiązuje stan wyjątkowy.
Tymczasem w zamieszkach w Kazachstanie zostało poszkodowanych ponad tysiąc osób – poinformowało tamtejsze Ministerstwo Zdrowia. Wcześniej policja w największym mieście kraju, Ałmaty, podała, że w starciach z funkcjonariuszami zginęło kilkudziesięciu demonstrantów i 8 policjantów. Najnowsze dane mówią o nawet 12 zabitych funkcjonariuszach. Według wiceminister zdrowia Ażar Ginijat, około 400 osób przebywa w szpitalach, w tym 62 na oddziałach intensywnej terapii. Zamieszki w Kazachstanie wybuchły 2 stycznia po ogłoszeniu przez rząd podwyżek cen paliw. W kilku największych miastach tysiące demonstrantów wyszły na ulice. Wczoraj protestujący demolowali budynki rządowe, redakcje państwowych mediów i biura lokalnych administracji. W całym kraju ogłoszono stan wyjątkowy. Prezydent Kasym-Żomart Tokajew wezwał na pomoc sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Do Kazachstanu polecieli już rosyjscy komandosi. Gotowość zgłosili także pozostali uczestnicy Układu: Białoruś, Armenia, Kirgistan i Tadżykistan.





