Premier i członkowie rządu krytykują orzeczenie TSUE w sprawie mechanizmu warunkowości

16 lutego 2022

Rząd krytykuje orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie mechanizmu warunkowości. TSUE uznał za zgodne z unijnym prawem przepisy uzależniające wypłatę funduszy od kwestii związanych z praworządnością.

 

Sędziowie oddalili tym samym skargi Polski i Węgier. Warszawa i Budapeszt domagały się zawieszenia mechanizmu, wskazując, że jest on uznaniowy i nie ma przewidywalnych kryteriów naruszeń, co daje szerokie pole do interpretacji. Premier Mateusz Morawiecki powiedział, że Polska nie zgadza się z orzeczeniem TSUE. Podkreślił, że w uzasadnieniu wyroku są sformułowania, które przyznają Polsce rację. Wskazał, że ewentualne procedury, o których mowa w rozporządzeniu podlegającemu temu wyrokowi, mogą być użyte tylko w przypadku naruszenia jakości wykonywania budżetu. Zauważył, że w związku z tym rozporządzenie może być stosowane tylko w sytuacji jakichkolwiek problemów z wykonaniem budżetu czy z korupcją. Tymczasem Polska – jak podkreślił – nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o kwestie korupcyjne, o czym świadczą unijne raporty. Jak mówił, Polska z korupcją ma dużo mniejszy problem niż większość innych państw członkowskich UE, „ale jesteśmy absolutnie za tym, żeby każda złotówka z polskiego budżetu, każde euro z budżetu europejskiego, wydawane było uczciwie”. Szef rządu przypomniał, że w ostatnim raporcie instytucji, która weryfikuje jakość wydawanych środków, stwierdzono, że „Polska ma prawie cztery razy mniej nieprawidłowości w wydawaniu środków unijnych niż średnia unijna”. Premier dodał, że orzeczenie TSUE „to jeden z bardzo wielu wyroków, który dopisuje rozdział do księgi poszerzania kompetencji” Unii. Ocenił, że proces poszerzana kompetencji Unii Europejskiej jest bardzo niepokojący i groźny. Podkreślił, że Polska nie zgadza się na takie działania Wspólnoty, które nie mają podstaw w traktatach. „W tym kontekście stoimy w innym miejscu sporu ideowego, sporu instytucjonalnego w Unii Europejskiej” – stwierdził Mateusz Morawiecki.

Na to, że decyzja unijnego Trybunału Sprawiedliwości „potwierdza tendencję instytucji unijnych do rozszerzania funkcjonowania prawa poza unijnymi traktatami” zwrócił uwagę także rzecznik rządu Piotr Müller, który przypomniał, że Polska zaskarżyła te przepisy, uważając, że wykraczają one poza podstawy traktatowe, które zostały zaakceptowane przez poszczególne narody UE w ramach referendum czy właściwej dla danego kraju procedury. „Działania, które rozszerzają traktaty unijne, odbieramy negatywnie. Polska, Węgry i kilka innych krajów Unii Europejskiej również konsekwentnie wskazują na to, że to jest niebezpieczna tendencja, która może powodować brak pewności przepisów prawa w ramach Unii Europejskiej” – mówił rzecznik rządu. Piotr Müller przypomniał, że – według uzasadnienia Trybunału – przepisy uchwalone przez Radę Unii Europejskiej mogą być stosowane tylko w ściśle określonych sytuacjach i tylko wtedy, gdy potencjalne naruszenia w kraju członkowskim miałyby bezpośredni wpływ na funkcjonowanie budżetu UE. Rzecznik rządu dodał, że nie ma podstaw prawnych wstrzymania wypłacania Polsce unijnych pieniędzy, a są one blokowane nadal z powodów politycznych. Zwrócił uwagę, że „Komisji Europejskiej nikt nie pyta, dlaczego w sposób nielegalny nie przyjmuje Krajowego Planu Odbudowy, bo nie ma podstawy prawnej do tego, żeby tego nie zrobiła”. Jak mówił, „to jest strajk włoski, strajk biurokratyczny, który wstrzymuje te środki”.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział, że decyzja TSUE ogranicza polską suwerenność. Lider Solidarnej Polski stwierdził, że jest ona motywowana politycznie i ma służyć centralizacji Unii Europejskiej. Ocenił, że „to jest gra o władzę – o to, czy władza nadal będzie w państwach suwerennych, czy też Unia Europejska stanie się tworem gwarantującym władzę najsilniejszym graczom, kolonizującym niejako państwa takie jak Polska”. „My nie chcemy centralizacji” – podkreślił. Minister wyraził przekonanie, że wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie mechanizmu warunkowości to dowód na poważny polityczny i historyczny błąd premiera Morawieckiego, który na szczycie w Brukseli w 2020 roku wyraził akceptację dla wprowadzenia tego rodzaju rozporządzenia. Jak mówił, „dzisiaj już służy ono do tego, aby wywierać presję poprzez ekonomiczny szantaż na Polskę i ograniczać naszą suwerenność, choćby w obszarze wymiaru sprawiedliwości czy w obszarze wartości. Zbigniew Ziobro dodał, że jest to potwierdzenie obaw, które formułowała Solidarna Polska, sprzeciwiając się wprowadzeniu takich rozwiązań do prawa europejskiego. Minister mówił, że instytucje unijne już wcześniej stosowały – jak się wyraził – szantaż ekonomiczny wobec samorządów popierających uchwały w sprawie obrony rodziny, „tradycyjnych wartości czy sprzeciwu wobec ideologii LGBT”. Zapowiedział, że jego środowisko polityczne będzie stale walczyć z takim prowadzeniem polityki przez Brukselę.

Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta zwrócił uwagę, że unijny mechanizm warunkowości jest obejściem wymaganej przez unijne traktaty jednomyślności państw Unii Europejskiej. Wyraził przekonanie, że Unia Europejska ze wspólnoty państw zamieniła się w „centralistyczną organizację międzynarodową o charakterach parapaństwa, które może szantażem finansowym w każdej dowolnej dziedzinie wybranej przez siebie wpływać na demokratyczne wybory obywateli poszczególnych państw członkowskich”. Sebastian Kaleta przypomniał, że traktaty przewidują sytuacje, w których może dochodzić do naruszenia wartości unijnych, takich jak na przykład praworządność, i jasno wskazują, że jeśli dochodzi do – w ocenie innych państw członkowskich – naruszenia zasady praworządności w innym państwie, to obowiązuje zasada jednomyślności. „Ta procedura okazała się nieskuteczna – wymyślono obejście – tak, by już jednomyślność po prostu wyłączyć” – mówił wiceszef resortu sprawiedliwości”. Sebastian Kaleta ocenił, że odroczone na razie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego ws. mechanizmu praworządności będzie miało fundamentalne znaczenie wobec dzisiejszego postanowienia TSUE. Wiceminister mówił, że uznanie tych przepisów za niekonstytucyjne otworzyłoby drogę do odpowiedzi na ich stosowanie. Wyjaśnił, że gdyby Trybunał Konstytucyjny orzekł o tym, że Unia przyznała sobie nowe kompetencje tym rozporządzeniem i jest to niezgodne z polską konstytucją i tym, na co się zgodziliśmy wstępując do Unii Europejskiej i zgadzając się na Traktat Lizboński, „to wówczas polski rząd i parlament zyskują możliwości szukania mechanizmów rekursu wobec Unii Europejskiej”. „Czyli, jeśli Polsce będą blokowane fundusze, to będzie ona mogła wstrzymać swoją składkę, będzie mogła kwestionować te polityki UE, które negatywnie wpływają na polski budżet” – wyjaśnił. Sebastian Kaleta powiedział, że Solidarna Polska przedyskutuje konsekwencje polityczne decyzji z ostatnich kilkunastu miesięcy, które doprowadziły do dzisiejszego wyroku unijnego Trybunału Sprawiedliwości. „Oczywiście zapewne ta dyskusja będzie wprowadzona również, ale na forum politycznym Solidarnej Polski” – mówił polityk.

Odnosząc się do tych zapowiedzi, premier Mateusz Morawiecki mówił, że naruszenie jedności obozu rządowego byłoby błędem. Podkreślił, że „fundamentalny błędem na pewno byłoby to, gdyby taki wyrok doprowadził do tego, żeby narosły jakieś niesnaski, nieporozumienia w ramach Zjednoczonej Prawicy”. Dodał, że jej jedność jest wielką wartością i byłoby rzeczywiście błędem, gdyby została ona naruszona. „Warto dbać o jedność Zjednoczonej Prawicy, nie dać się ponosić emocjom i budować naszą siłę na przyszłość poprzez realne działania” – mówił premier. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski nazwał dzisiejszy dzień „czarnym dniem integracji europejskiej”, bo – jak mówił – „zamiast Europy ojczyzn będziemy mieli za chwilę daleko idącą federalizację”. „Dzisiejsza decyzja TSUE to jest licencja na szantażowanie suwerennych państw przez eurokratów” – powiedział Polskiemu Radiu wiceminister. Dodał, że decyzja TSUE „to jest działanie wymierzone w suwerenność państw, szczególnie tych, które nie chcą kierować się tą lewicową ideologią, która panuje teraz w Europie”. Zdaniem Marcina Romanowskiego pod pojęciami praworządności, równości, dyskryminacji w Unii Europejskiej stoją arbitralne interesy Berlina i Brukseli, które tym pojęciom mogą nadawać dowolne znaczenie i blokować środki finansowe pod pretekstem naruszenia praworządności. Marcin Romanowski mówił, że „tak naprawdę jest to możliwość pod byle pretekstem pozbawienia Polski środków finansowych i jednocześnie wpływania na decyzję polityczne”. Dodał, że „to już nie Polacy będą decydować w warunkach suwerennych, o tym kto będzie rządzić, tylko przez to, że Bruksela będzie blokować nieprzyjaznym sobie rządom w poszczególnych państwach członkowskich środki, będzie bardzo istotnie wpływać na decyzje polityczne w danych państwach”.

Warszawa i Budapeszt wnosiły o stwierdzenie nieważności zalegalizowanego dziś rozporządzenia. Pełnomocnicy polskiego rządu argumentowali podczas rozprawy w Trybunale w połowie października, że przepisy mają liczne wady i są próbą ominięcia nieskutecznej procedury praworządności z artykułu siódmego unijnego traktatu. Wskazywali na uznaniowość mechanizmu warunkowości, brak jasnych kryteriów naruszeń i zbyt ogólne zapisy dające szerokie pole do interpretacji oraz działania. Polska podkreśla również, że mechanizm warunkowości nie mieści w zakresie podstawy prawnej, bo punkt ciężkości jest położony na ocenę przestrzegania zasad praworządności, a nie na kwestie finansowe i ochrony budżetu. Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu uznał za zgodne z unijnym prawem przepisy uzależniające wypłatę funduszy od kwestii związanych z praworządnością. Stwierdzili, że mechanizm został przyjęty na właściwej podstawie prawnej, zachowuje spójność z procedurą ustanowioną artykułu siódmego unijnego traktatu i nie przekracza granic kompetencji przyznanych Unii, a także szanuje zasadę pewności prawa. Ponadto sędziowie stwierdzili, że procedurę przewidzianą w przepisach można zainicjować tylko wtedy, gdy istnieją uzasadnione powody, by uznać nie tylko, że w danym państwie doszło do naruszeń zasad państwa prawa, ale przede wszystkim, że naruszenia te wpływają lub stwarzają poważne ryzyko wpływu – w sposób wystarczająco bezpośredni – na należyte zarządzanie finansami w ramach budżetu Unii lub na ochronę jej interesów państwowych. W ten sposób sędziowie odpowiedzieli na podnoszone przez Polskę zarzuty.

PARTNERZY