Dwóch mieszkańców Kalifornii zostało w czwartek oskarżonych przez prokuraturę o planowanie zamachów bombowych m.in. na stanową siedzibę partii demokratycznej i rezydencję gubernatora stanu – przekazał w piątek resort sprawiedliwości USA. Mężczyznom grozi do 20 lat więzienia.
Według prokuratury 45-letni Ian Benjamin Rogers i 37-letni Jarrod Copeland planowali ataki z użyciem bomb i koktajli Mołotowa na cele związane z Demokratami, w tym stanową siedzibę partii oraz rezydencję gubernatora w stolicy Kalifornii, Sacramento. Chcieli w ten sposób wywołać ogólnokrajowe powstanie, szukając poparcia wśród skrajnie prawicowych milicji. Do ataków miało dojść w styczniu tuż po inauguracji demokratycznego prezydenta Joe Bidena, jednak już 15 stycznia władze zatrzymały Rogersa. Copeland został aresztowany w minioną środę. Podczas przeszukań u pierwszego z oskarżonych znaleziono prawie 50 sztuk broni palnej, w tym karabiny maszynowe, tysiące sztuk amunicji, a także pięć bomb rurowych. Obaj mieli planować zamachy od listopada ub.r., komunikując się za pomocą kilku platform.
Niedoszłym zamachowcom grozi do 20 lat więzienia. Rogersowi dodatkowo grozi do 10 lat pozbawienia wolności w związku z nielegalnym posiadaniem broni, zaś Copelandowi – dodatkowe 20 lat za zniszczenie dowodów swojej komunikacji z Rogersem. „Zarzuty zawarte w akcie oskarżenia opisują nikczemne zachowanie. Badanie i ściganie tych, którzy wybierają przemoc zamiast dyskusji, jest jedną z najważniejszych rzeczy, jaką możemy robić, by chronić nasze wolne społeczeństwo” – oznajmiła prokurator federalna Stephanie M. Hinds. W czerwcu amerykańskie służby ostrzegły w nowym raporcie o rosnącym zagrożeniu ze strony krajowych ekstremistów, przewidując, że w efekcie narracji o sfałszowanych wyborach prezydenckich czy szturmu na Kapitol część z nich „niemal na pewno” sięgnie po przemoc. Szczególnego zagrożenia służby upatrują w działalności uzbrojonych milicji.





