2 grudnia rzecznik generalny unijnego Trybunału Sprawiedliwości ogłosi opinię dotyczącą przepisów uzależniających wypłatę funduszy od kwestii związanych z praworządnością, które zaskarżyły Polska i Węgry. Opinia nie będzie wiążąca, ale będzie sugestią dla sędziów.
Kilka czy kilkanaście tygodni później Trybunał Sprawiedliwości opublikuje orzeczenie w sprawie mechanizmu warunkowości. Wczoraj i dziś w Luksemburgu odbyła się rozprawa poświęcona tej kwestii. „Rozprawa ujawniła wiele niejasności, braków co do precyzji zapisów i potwierdziła zastrzeżenia Polski” – tak mówił pełnomocnik rządu Bogusław Majczyna. Tłumaczył, że chodzi o brak konkretnych i przewidywalnych kryteriów naruszeń, które uruchomiłyby mechanizm, co łamie zasadę pewności prawa. Podczas rozprawy pojawiły się rozbieżności wśród unijnych instytucji. Prawnicy Parlamentu Europejskiego i Rady mówili, że kryteria są ściśle określone, prawniczka Komisji, że katalog naruszeń jest otwarty. Pytanie, czy Trybunał uzna, że ogólnikowość jest tak duża, że należy stwierdzić nieważność przepisów, czy też oceni, że będzie je można doprecyzować w praktyce. „Mam nadzieję, że Trybunał jednak uzna, że te wady są na tyle istotne, te przepisy są tak źle skonstruowane, tak ogólne, że trzeba stwierdzić ich nieważność, ale zobaczymy, musimy poczekać jeszcze kilka miesięcy na wyrok” – powiedział pełnomocnik polskiego rządu. Podczas rozprawy strony podtrzymały swoje stanowiska dotyczące podstawy prawnej przepisów. Polska uważała, że mechanizm warunkowości nie mieści w zakresie podstawy prawnej, bo punkt ciężkości jest położony na ocenę przestrzegania zasad praworządności, a nie na kwestie finansowe i ochrony europejskiego budżetu. Te twierdzenia odrzucali przedstawiciele unijnych instytucji.





